Nie chowaj
tych wypustek
Co pośród
gładkich śliskich
Tak czynią
Cię szczególnym
Realny budzą zachwyt
Nie zlepiaj
brzucha z trawą
Nie szoruj
nim kamieni
Gdy możesz odrzutowo
Oddalić się od ziemi
Mówię Ci błyszcz
błyszcz
błyszcz
Nie przestawaj
świecić
Mówię Ci błyszcz
błyszcz
błyszcz
Nie przestawaj
świecić
Nie klękaj
pośród karłów
By spotkać
się spojrzeniem
Patrz w oczy
równym wzrostem
Od słońca
przypal fajkę
Nie śpiewaj
już piosenek
O fantomowych bólach
Bo żadnej
z czterech kończyn
Ci przecież
nie brakuje
Mówię Ci błyszcz
błyszcz
błyszcz
Nie przestawaj
świecić
Mówię Ci błyszcz
błyszcz
błyszcz
Nie przestawaj
świecić
Mówię Ci błyszcz
błyszcz
błyszcz
Nie przestawaj
świecić
Mówię Ci błyszcz
błyszcz
błyszcz
Nie przestawaj
świecić





